Rozdział 4.

// 5 komentarzy = nowy rozdział //

Na początek chciałabym wam wszystkim Wesołych, Spokojnych Świąt, dużo radości, ciepła i oczywiście prezentów ;) 
a tu głupi filmik ode mnie ;)


oraz filmik z mojej szkoły ;)

https://www.youtube.com/watch?v=v1kBGoWmwe0

a teraz rozdział (przepraszam że tak głupi i za nierówne akapity - poprawię jak znajdę chwilę)




          Tego dnia Harry jak zwykle wrócił z prób późnym popołudniem, ale otwierając drzwi nie zauważył na progu zielonej koperty. Zdziwiło go to, ponieważ zwykle listy przychodziły regularnie. Nie potrafił przyznać się do tego przed sobą, ale podobała mu się ta jednostronna korespondencja. Ale z drugiej strony wiedział, że Hayley musi przestać wysyłać listy zanim Ronnie wróci.
          - Wróciłem! – zawołał, wchodząc do mieszkania.
          Tego dnia Rose została z Lou i Lux. Dziewczynki bawiły się na dywanie w salonie, posczas gdy fryzjerka zespołu siedziała na sofie czytając jakieś czasopismo. Gdy tylko Rose usłyszała ojca, natychmiast wstała i pobiegła do niego. Harry wziął ją na ręce i przeszedł do pokoju, gdzie przywitał się z Louise.
          - Mam coś dla ciebie – powiedziała niespodziewanie przyjaciółka.
          - Co takiego?
          - Coś, na co pewnie długo czekałeś.
          Serce Harry’ego przyśpieszyło, gdy pomyślał, że może Lou znalazła list i przeczytała go. Jego twarz natychmiast oblała się rumieńcem. Boże, co on jej powie?
          - Wyglądasz, jakbyś zobaczył ducha – zaśmiała się kobieta. – Mam dla ciebie wiadomość od Ronnie.
          - Od Ronnie? – chłopak znów poczuł falę gorąca, ale tym razem z zupełnie innego powodu.
          - Zostawiłeś telefon w domu. – zauważyła przyjaciółka, wskazując na urządenie porzucone na fotelu.
          - Co powiedziała? Co powiedziała Ronnie?
          Lou uśmiechnęła się szeroko.
          - Wraca za tydzień.

*

          Emily nerwowo poprawiała włosy w lusterku, podczas gdy Niall przyglądał się jej ukradkowo. Właśnie wjeżdżali do Bradford i dziewczyna nie wyglądała na zadowoloną z zbliżającego się spotkania z rodziną.
          - Nie martw się. – powiedział chłopak, kładąc dłoń na jej kolanie.
          - Łatwo ci mówić.
          - Przecież będę przy tobie. – uśmiechnął się. - Cały czas.
          - Wiem – westchnęła, odwzajemniając uśmiech. – Bez ciebie nie dałabym rady.
          Niall zajechał pod duży dom z czerwonej cegły i z ciekawością rozejrzał się po okolicy.
          - Ładnie tu. – stwierdził po chwili.
          - To nie jest mój dom, tylko narzeczonego Veronici. Nasz znajduje się dwie ulice stąd.
          - Rozumiem. Idziemy?
          - Tak.
          Wysiedli z auta i trzymając się za ręce ruszyli w stronę drzwi. Niall nacisnął dzwonek i mocnej ścisnął dłoń Emily, starając się dodać jej otuchy. Po chwili usłyszeli dźwięk przekręcanego zamku i przed nimi pojawiła się kobieta w średnim wieku, która na widok dziewczyny natychmiast uśmiechnęła się.
          - Przyjechałaś!
          Emily tylko przytaknęła i szybko weszła do środka, ciągnąc za sobą chłopaka.
          - Mamo, to jest Niall. Niall, to moja mama Catherine.
           - Dzień dobry, miło panią poznać. – powiedział uprzejmie Horan, zastanawiając się jednocześnie, dlaczego matka Emilyn nawet jej nie ucałowała na powitanie. On za każdym razem, gdy wracał do domu musiał przytulić każdego z rodziny.
          - Dzień dobry… - Catherine uśmiechnęła się życzliwie, po czym znów spojrzała na córkę i dodała ciszej – To miło ze strony twojego przyjaciela, że cię przywiózł.
          - Jestem jej chłopakiem – powiedział Niall, marszcząc brwi.
- Naprawdę? – kobieta próbowała zakryć swoją gafę przesadnym entuzjazmem – To wspaniale. Nie spodziewałam się, że Emily kogoś ma. W jej stanie…
– Jestem z Niallem od kilku miesięcy. – wyszeptała dziewczyna,  głos zadrżał. Chłopak już wiedział, dlaczego nie chciała tu przyjeżdżać. Już w przedpokoju potraktowano ją jak małą dziewczynkę.
- Mamo! – usłyszeli z wnętrza domu.
- Proszę iść, my zaraz dołączymy. – powiedział Niall. Gdy tylko Catherine znikła mu z oczu, przyciągnął Emily do siebie i mocno przytulił.
- Wracajmy do domu… - wyszeptała dziewczyna.
- Nie możemy. Damy radę. Jestem cały czas przy tobie.
Emily wyprostowała się i zrobiła głęboki wdech.
- Dobra. Chodź.
Następne półgodziny było niekończącą się litanią powitań i rozmów w stylu „A więc masz chłopaka? Niesamowite…” „Skończyłaś już leczenie?” „Cała rodzina bardzo się o ciebie martwi. Na pewno jesteś taka samotna…” Niall w regularnych momentach czasu miał ochotę kogoś uderzyć. Czuł się winny, że namówił Emily na ten wyjazd, ale z drugiej strony wiedział, że to konieczne. W końcu Niall postanowił przynieść sobie i Emily wina, a dziewczyna podeszła do siedzącej na sofie Veronici.
Horan obserwował je z drugiego końca pokoju. Starsza z sióstr była niewątpliwie piękna, sprawiała też wrażenie najmilszej-osoby-jaką-kiedykolwiek-spotkasz. Emily była przy niej szarą myszką. Po chwili podszedł bliżej, by usłyszeć ich rozmowę.
- Kiedy planujecie ślub?
- Jak najszybciej. Kiedy tylko uda nam się… - Veronica, która właśnie miała zacząć swój radosny monolog zatrzymała się w pół słowa, widząc pierścionek na palcu siostry. – Emily, czy to jest…?
- Och, nie… - blondynka zaśmiała się, nieśmiało chowając dłoń z pierścionkiem. – To tylko promise ring…
- To urocze.
Niall podszedł do nich i podał dziewczynie kieliszek wina.
- Gratulacje – powiedział do drugiej z sióstr.
- Niall! Miło wreszcie cię poznać!
- Gdybyście częściej się widywały, mielibyśmy tą przyjemność już dawno temu. – zauważył Horan.
Veronica uśmiechnęła się zmieszana.
- Skąd się znacie?
- Przez wspólnych znajomych. – Niall pochylił się i ucałował Emily w policzek – Twoja siostra jest duszą towarzystwa.
- Serio?
- Oczywiście. W Londynie jesteśmy najgorętszą parą.
- Niall… - Emily złapała go za kolano, speszona.
- Widzisz? – zaśmiał się Niall. – Jesteśmy nie rozłączni. – Znów lekko ją pocałował.
- Jesteście słodcy – Veronica uśmiechnęła się.
Dziewczyny porozmawiały jeszcze moment, ale gdy do pomieszczenia weszła jedna z ich dalszych krewnych, Emily poszła się z nią przywitać, a Niall postanowił dyskretnie porozmawiać z jej siostrą.
- Veronica, mogę prosić cię na moment?
- Jasne. O co chodzi?
- Pewnie nie powinienem się wtrącać… cóż, Emily by mnie zabiła… ale ona chciałaby, żebyście były blisko.
- Ja też tego chcę. Emily jest po prostu taka uparta…
- Mogę pomóc.
- Tak?
Zanim zdążył odpowiedzieć z drugiego końca pokoju doszedł ich odgłosy sprzeczki. Niall odwrócił się i ku swojemu zaskoczeniu zauważył Emily i jedną z jej kuzynek wykłócające się o coś przy całej rodzinie.
- O nie. – wyszeptała Veronica. – To Dona. Nienawidzi Emily odkąd pamiętam. Uważa, że wszyscy się niepotrzebnie nad nią użalamy.
Niall podbiegł do dwóch szarpiących się dziewczyn i złapał Emily odciągając się ją na bok.
- Tak, zabierz stąd to straszydło – zaśmiała się Dona.
- Zabiję cię! – wrzasnęła Emily, po raz kolejny rzucając się w jej stronę.
- Emily! – matka dziewczyny patrzyła na nią przerażona. – Dona, zostaw ją w spokoju.
Ale Dona zaśmiała się tylko nieprzyjemnie.
- Wszyscy tylko udajecie takich kochanych, a tak naprawdę nikt z was nie interesował się nią przez cały ten czas. Nie bądźcie tacy święci! Ciociu pamiętasz tą rozmowę „A słyszałaś może, gdzie podziewa się Emily?” „A kogo to obchodzi?” – paplała, przedrzeźniając rodzinę.
- Dość! – Ojciec Emily złapał córkę i zaczął wyprowadzać z pokoju. – Zabierz ją do naszego domu. – zwrócił się do Nialla.

*
          - Ona miała rację… - Wyszeptała Emily, siedząc na kanapie w swoim rodzinnym domu, który należał teraz do ojca.
           -Nie możesz słuchać tego, co ona mówi. Jest świrnięta.
      Emily uśmeichnęła się słabo, doceniając starania Nialla, by jakoś ją pocieszyć.
            - Jestem z ciebuie dumny - powiedział niespodziewanie.
            - Dlaczego?
            - Świetnie sobie poradziłaś. A ta twoja siosta wcale nie jest taka zła.
            - Nie jest zła. Chciałabym by była. By miała choc jedną wadę... - przez chwilę milczeli.
           - Niedługo musimy się zbierać. Kiedy twój ojciec wróci?
           - Pewnie rano. Wspominał, że możemy przenocować.
           - Jeśli chcesz...
           - Chcę. Dawno tu nie byłam. - dziewczyna podniosła sie z kanapy. - Choć, pokazę ci dom.

*

 - To jest twój pokój? – zapytał Niall, patrząc na puste ściany.
- Był. Miałam tu sporo plakatów, ale mama musiała wszystko zdjąć, gdy wyjechałam.
- Dlaczego mnie tu przyprowadziłaś?
Emily podeszła do niego i oplotła małe ręce wokół jego talii, po czym stanęła na jego palcach i pocałowała.
- To miejsce kojarzy mi się tylko ze złymi wspomnieniami. –wyszeptała, ujmując jego dłoń i kładąc ją na swoim policzku. – Chcę zdjąć z jego ten zły urok.
- To znaczy?
          Ale ona tylko się uśmiechnęła i pociągnęła go w stronę stojącego w rogu fotela. Niall usiadł, a ona zajęła miejsce na jego kolanach. Chłopak uśmiechnął się, gdy położyła głowę na jego ramieniu. Jego palce rysowały wzory na jej placach. Milczeli.
       - Tak jest idealnie. – wyszeptała Emily po kilku minutach. Jej oddech łaskotał chłopaka w szyję. – Nie żałuję, że przyjechaliśmy.
          - Ale nie wszystko poszło zgodnie z planem.
          - Tak już bywa… Dziękuję, że byłeś przy mnie.
          - Cała przyjemność po mojej stronie.
          Emily wyprostowała się, by spojrzeć mu w oczy.
          - O czym myślisz? – zapytała go po chwili.
          - O nas. – wyszeptał, podnosząc rękę, by pogłaskać ją po policzku. – O tym, jaką będziesz piękną żoną, matką, babcią… O tym, że chcę cię tak trzymać przez następne sto lat… - przerwał gdy Emily zachichotała – Co? Powiedziałem coś nie tak?
          - Nie… Ale zdajesz sobie sprawę, że takie… przesłodzone.
          - Wcale nie.
          - Tak.
          - Czyli ty nie uważasz, że ja będę przystojnym mężem? – zażartował.
          - Chyba jesteśmy jeszcze za młodzi, by myśleć o takich rzeczach.
          - Harry i Ronnie są w twoim wieku… - zauważył.
          - I co z tego?
          - Nic. – wyszeptał, odwracając wzrok. Emily zobaczyła, że coś jest nie tak i chwyciła go za podbródek, przyciągając do pocałunku.
          - Będziesz wspaniałym mężem – powiedziała cicho – Po prostu uważam, że to nie jest pora na takie rozmowy.
          - Ja już wybrałem.
         Emily patrzyła na niego przez chwilę. Jego szczere spojrzenie było czymś, z czym nie potrafiła walczyć. Ale dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak bardzo są w sobie zakochani. Do tej pory żyła z podświadomym przeświadczeniem, że pewnego dnia coś między nią a Niallem się popsuje i ich drogi się rozejdą. Ale teraz, siedząc mu na kolanach w jej małym, smutnym pokoju, czuła, że ona też chce by trzymał ją w ramionach następne sto lat.
          - Choć tu… - wyszeptała, przyciągajac ją do siebie.
          Niall uśmiechnął się i pochylił się, by znów złączyć ich usta. Całowali się powoli, romantycznie, czasami szepcząc swoje imiona. Emily czuła dłonie chłopaka zaciskające się na jej talii i nagle zapragnęła czegoś więcej.
          - Dotykaj mnie – wyszeptała, nie przerywając pocałunku.
          Chłopak natychmiast spełnił jej prośbę, ale żadne z nich nie było w pełni tego zadowolone. Nie minęło dużo czasu, gdy Niall wsunął dłoń pod sukienkę dziewczyny. Podobało mu się, w jaki sposób reagowała, gdy dotykał ją tak jak nigdy wcześniej. Nie przestając jej całować złapał za suwak na sukienki i pociągnął go w dół. Emily przesunęła się na niego kolanach i zaczęła rozpinać guziki w jego koszuli. Ich usta rozdzieliły się tylko wtedy gdy odrzucał niepotrzebny materiał.
          - Niall? – dziewczyna spojrzała na niego niepewnie.
          - Spokojnie – wyszeptał, przenosząc jedną rękę pod jej kolana a drugą na plecy i wstał w fotela, by przenieść ją na łóżko. – Ufasz mi?
          Dziewczyna nerwowo pokiwała głową, pozwalając mu zdjąć z siebie sukienkę. Leżała tylko w bieliźnie i butach patrząc na niego i próbując uspokoić oddech. Niall uśmiechnął się, pozbywając się reszty swojej odzieży, a potem pochylił się i powoli zsunął z nóg dziewczyny szpilki. Westchnęła, gdy całując jej nogi wspinał się coraz wyżej, aż w końcu dotarł do delikatnego materiału jej bielizny.
          - Niall? – wyszeptała dziewczyna, gdy ułożył usta na jej brzuchu.
          - Tak? – jego głos był troskiliwy, ale też seksownie zachrypnięty.

          - Zgaś światło.
         Uśmiechnął się w odpowiedzi.





****
jak widać, miałam napisac jakąś scenę, ale zrezygnowałam ;)
komentujcie! xx
i Dani, napisz do mnie na tt 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz